Ostatnie Posty



Adaptacja- zdolność dopasowania się...przystosowania się.
Z socjologicznego punktu widzenia, zdolność współgrania jednostki społecznej, grupy lub instytucji z dominującym warunkami społecznymi, kulturowymi.
Adaptacja to podstawa bytu, szeroko pojęta współpraca międzyludzka.
Odwieczny podstawowy system, sięgający pierwszych ludzi.
Dopasowujemy się do warunków klimatycznych, do dominujących systemów religijnych, do władz panujących i ich idei, do większości mas narzucających nam drogę.

Adaptacja daje nam poczucie bliskości, bezpieczeństwa, poczucie przynależności i sprawdza się od zawsze. Jest podstawą istnienia jednego wielkiego organizmu-ludzkości.
Miliony możliwości, idei, pomysłów, doktryn, religii
Jednak to jedno wielkie skupisko ma swoje granice.
Jest niewymiarowym, ale nie znaczy, że niekończącym się obszarem, którego końca nie dostrzegamy. Żyjemy w określonych częściach, dopasowując się i zapuszczają korzenie, nie szukając, nie wędrując, a jeśli już to w niewielkim obszarze.
A co gdyby dotrzeć do jego granic?
Nie wiemy co za tymi granicami się znajduje!
Przejście oznacza wykluczenie, do tego niewiedza tego co jest za "granicą" wzbudza w nas uczucie strachu, bezradności. Oddala nas od tego co nam znane. A z natury tacy jesteśmy, że nie szukamy bo boimy się tego czego nie rozumiemy, nie widzimy.
Skąd mamy wiedzieć czy nie stracimy wszystkiego, czy nie przepadniemy. Boimy się zapomnienia. W określonych ramach "coś"znaczymy, jesteśmy częścią "czegoś".
Tam możemy nie znaczyć nic, nie rozumieć, nie wiedzieć, nie widzieć. Tam wchodzimy jako jednostka i pozostajemy jednostką, elementem bez reszty elementów. Tam nie ma dopasowania, nie ma systemu, nie ma współpracy. To indywidualna droga, która z każdym krokiem może oznaczać wszystko albo nic.

Rozmawiałam kiedyś z moim przyjacielem na temat możliwości rozwoju swoich zdolności.
Potocznie nazywamy to drogą rozwoju duchowego. I w pewnym momencie uświadomił mnie, że poprzez to w jaki sposób opowiadam o swoich doświadczeniach i przeżyciach zauważyć można, że motam się po pewnym obszarze. I jak to ujął, nie zmierzyłam się z własnym "cenzorem"
Poprosiłam go, żeby rozwinął swoją myśl.
Okazało się, że mimo moich medytacji, wchodzenia w odmienne stany. Mimo ćwiczeń, doskonalenia technik, ja nadal pozostaje w tym samym miejscu. Bo w momencie kluczowym dla mnie, kiedy jestem na tak zwanej "granicy",  mój cenzor nie pozwala mi przejść dalej.

Blokada naszego umysłu, która jest cholernie uciążliwa. Dla przykładu - rozwijamy zdolność podróżowania astralnego. Codziennie powtarzamy określone techniki, z czasem zaczynamy odczuwać na ciele fizycznym efekty w postaci odrętwienia, świadomego paraliżu, po czym następuje zetknięcie z własnym ja, taka mała podróż w siebie. Następnie doznajemy przeżyć estetycznych, kolorystycznych, odmiennych stanów świadomości i... Właśnie, nadchodzi ten moment, w którym czujemy, że zaraz stracimy kontrole, bo do tej pory wszytko byliśmy w stanie kontrolować, przerwać w dogodnym dla nas momencie.
I na przeciw nas wychodzi cenzor. Mówimy sobie wtedy, dziś już tyle zrobiłem, jestem zmęczony, przerwę i spróbuje jutro i tak daleko zaszedłem, wycofam się. W taki sposób działa nasz cenzor, on nas oddala od granicy, od utraty kontroli.
On jest tym naszym indywidualizmem, bezpieczeństwem, poczuciem przynależności. Pozwala nam się odnaleźć w tym co znamy, rozumiemy. Jest naszą dotychczasową wiedzą i doświadczeniem.
Mój przyjaciel powiedział, że trzeba się z nim zmierzyć. To jakby poczuć własną tożsamość, pogodzić się z niewiadomym, zdominować swoje słabości, zmierzyć się z własnym lękiem w postaci podświadomości i pozwolić sobie pójść dalej.
Cenzor powinien zniknąć na nowym obszarze.

Dlatego warto zrobić małą jednoosobową rewolucje


Podjęłam dobrą decyzje.
Wybrałam odpowiednią drogę i coraz pewniej nią podążam.

Urzeczywistniłam swoje pragnienie i oto szkolę się na opiekuna medycznego i bioenergoterapeutę.

Dla ciekawych strona mojej szkoły :)


***

Za mną już 3 zjazd i masa ćwiczeń.
Przerobiłam już Ustawienia Hellingerowskie z Panią Agnieszką Gąsierkiewicz.
Zaznajomiłam się  wstępnie z dermooptyką.
I doświadczyłam masę ćwiczeń rozwijających intuicję oraz wchodzenie w stan działania nadświadomego pod okiem Pana Ryszarda Gąsierkiewicza,



Jestem dziś niesamowicie zmęczona,ćwiczenia pochłaniają dużo energii.
Efekty rzecz jasna jak najbardziej są widoczne.
W najbliższych dniach postaram się rzucić światło na powyższe zagadnienia.
Przybliżyć i wytłumaczyć ćwiczenia.

Chętnych będę motywować do wspólnych ćwiczeń ze mną :)



Rodzimy sie różni i inni,podobni ale nietypowi.Nie ma człowieka bez talentu czy zdolności a różnorodność jest możliwością wyboru i rozwoju.

Zdolność śnienia jest jedna z piękniejszych form odpoczynku i relaksu dla większości ludzi.
Daje możliwość wszechstronnego spełnienia  zwłaszcza dla osób praktykujących świadome śnienie .
Sny w skrócie to nasz marzenia,pragnienia,myśli,obawy i gama emocji.Surrealistyczne światy , intensywne przeżycia.To również symbole,znaki obrazujące przyszłość.

 "Ten który śni"- tak nazywam ludzi którzy maja bardziej rozwinięty dar śnienia od innych.
Po przez bardziej rozwinięty dar śnienia ,rozumiem możliwość dojrzenia przyszłości,między innymi kilku kolejnych  dni,tygodni,miesięcy.Kontroli tego daru i wywoływania snów mających swoje odbicie w rzeczywistości.Snów tyczących się śniącego jak i również ludzi,którzy mu się śnią.

I teraz pewnie wielu z was chciało  móc widzieć  przyszłość w snach.Pierwsza taka myśl! Jawi się ona w pozytywnym znaczeniu.Ale gdyby się głębiej zastanowić..Świadomość losu kosztuj a płaci się sercem.Płaci się cała gamą emocji.O ile własny los można zmienić,to nie zapominajmy że nie zawsze mamy wpływ na los innych ludzi.I nie ma gorszego bólu w sercu od tego kiedy wiemy co czeka osobę nam bliską i mimo prośb i ostrzeżeń,jesteśmy świadkami zdarzeń których mogło się uniknąć.


Nie chce być zbyt drastyczna ale nie chce też kłamać.Cudownie jest widzieć przyszłość owianą w  sukces,miłość,dobrobyt i spełnienie bliskiego człowieka ale potwornym ciężarem w sercu jest dostrzegać również stratę,chorobę,rozstanie i upadek kogoś bliskiego.

I kiedy już złe zdarzenia się urzeczywistnią,to "śniący" winni są być pierwszymi którzy wskrzeszą nadzieje,gdyż bardzo osobista jest dla nas każda bitwa toczona o innego człowieka.

Ze swojego dzieciństwa pamiętam wizje tyczące się szpitala.Ze względu na chorobę z jaką mierzyłam,powtarzał się sen który przerywał wszystkie inne sny.Leciałam bardzo szybko z wielkiej wysokości wśród czterech ścian w białej koszuli uderzając z impetem o szpitalne łóżko.Nie mogąc się potem ruszyć ani wydać jakiegokolwiek dźwięku czekałam aż ktoś przyjdzie.Nikt nigdy nie przychodził.Było cicho i jasno  co w kolejnych takich przypadkach pozwalało mi zachować spokój w oczekiwaniu na wybudzenie sie,ale było zbyt pusto.Wracając do przekazu,było to jednoznaczne z kolejnym atakiem i pobytem w szpitalu,kolejnymi zmaganiami.I mimo strachu po wybudzeniu, węwnętrznie czułam spokój bo wówczas cisze i jasność pojmowałam jako nadzieje i siłe na wyjście z choroby.I choć wydaje sie to sprzeczne stawianie strachu i spokój koło siebie,to logiczne jest to tylko wówczas gdy przyznam się że to był strach przed osamotnieniem w szpitalu.Owa pustka była tego symbolem.
Akurat ten sen,mówił o wiele więcej niż tylko to co napisałam wyżej,bo w głębszym znaczeniu mówił on o ozdrowieniu,które miało nastąpić,a oczekiwanie symbolizowało czas potrzebny do tego.
To również tłumaczy złożoność symboliki snów,że wiele rzeczy nie jest tak od razu oczywistych.Często emocje z jakimi się borykamy,sytuacja w jakiej sie znajdujemy w rzeczywistości może być kluczem do odczytania i zrozumienia snu który zwiastuje przyszłe wydarzenia.
Zachęcam was abyście zwracali uwagę na pewne symbole i obrazy w snach czy nawet najmniejsze szczegóły, bo każdy z nas w jakimś stopniu,posiada zdolność dostrzegania ewentualnych wskazówek co do czekających nas w rzeczywistości wydarzeń ,przedsięwzięć czy planów.

 I jak już wspominałam,cena jaka przychodzi płacić za tego typu zdolność jest wysoka,choć nawet w najgorszej wizji,można dostrzec symbol który zwiastuje odmianę losu na lepsze nawet po najgorszych przejściach.Więc uważam że warto rozwijać w sobie ten dar.

A powodem dla którego pozwoliłam sobie na tak osobisty przykład,jest chęć uzmysłowienia wam że w życiu,mimo spotykających nas tragedii,cierpienia,chorób czy zawodów,powinniśmy walczyć do samego końca,całym sobą a za towarzyszy mieć odwagę i nadzieje.I jeśli nawet pewne sny nie będą miały większego znaczenia to niech będą dla was chwilą odpoczynku,światem waszych marzeń i pragnień dzięki któremu zregenerujecie siły na kolejne dni :)










Twoje ambicje, twoje pragnienia,twoje marzenia są zalążkiem,tworem twojego umysłu.
Twoja siła to twoja energia.
Słowem klucz i siła sprawczą jest sama w sobie wola.
                                                                       
       
       "Moją wolą jest.."
         
      Jeśli wierzysz że rzeczy nie są zależne od Ciebie
to zatracasz dar.
Ale jeśli wierzysz że nie ma ponad tobą większej siły 
to stajesz się szaleńcem.
Jeśli mówisz że masz dusze to tylko ją masz,tak jak drzewa mają liście
a niebo gwiazdy.
Ale kiedy mówisz że jesteś duszą to stajesz się lasem i całym niebem
jesteś wówczas wszystkim,nie częścią.

Nie boimy się tego co rozumiemy,co znamy.
Podstawą istnienia ludzkości jest prawo do poznawania,doświadczania i pojmowania.
Choć z natury lubimy sami zakładać sobie okowy na ręce i nogi.
Wówczas kieruje nami strach.

"Odwaga to panowanie nad strachem, a nie brak strachu"
Mark Twain.




Prawdziwe zrozumienie przychodzi po przez indywidualne doświadczenie.
Więc początkiem Duchowej Drogi jest zapanowanie nad strachem przed nieznanym.
Odnalezienie równowagi wewnętrznej i ciągły jej rozwój.

Tak więc poprzez wole możemy tworzyć i niszczyć.
To jacy jesteśmy zależy wyłącznie od nas samych.
Aby wam było lepiej zrozumieć,wrzucam jedną z moich ulubionych przypowieści.


Pewien stary Indianin Cherokee nauczał swoje wnuki. Powiedział im tak:
- Wewnątrz mnie odbywa się walka. To straszna walka.
Walczą dwa wilki:
jeden reprezentuje strach, złość, zazdrość, smutek, żal, chciwość, arogancję, użalanie się nad sobą, poczucie winy, urazę, poczucie niższości, kłamstwa, fałszywą dumę i poczucie wyższości.
Drugi to radość, zadowolenie, zgoda, pokój, miłość, nadzieja, akceptacja, chęć zrozumienia, hojność, prawda, życzliwość, współczucie i wiara.
Taka sama walka odbywa się wewnątrz was i każdej innej osoby.
Dzieci myślały o tym przez chwilę, po czym jedno z nich zapytało:
- Dziadku,  a który wilk wygra?
- Ten, którego nakarmisz – odpowiedział stary Indianin.




Żyjemy szybko,w sposób automatyczny,przepełnieni przyzwyczajeniami.
Obieramy ogół nam narzuconych idei,wyznajemy określonych nam Bogów,wyznaczonych przez nasze pochodzenie.

Rodzimy się ale czy mamy wolną wole czy potrafimy decydować o swoim życiu.?

Często czujemy wiele sprzeczności i nie ma  w tym nie złego,bo jednym złem jest powielanie schematów. Umniejszanie wyjątkowości każdej istoty do poziomu czegoś ogólnego jest zbrodnią.
Uczucie bycia wyjątkowym jest wyśmiewane i wrzucane miedzy egoizm a narcyzm.
Jakiekolwiek próby eksponowania własnego "ja" kończą się odrzuceniem po przez kulturę mas.
A jakiekolwiek odbieganie od ogólnej wiary wspólnoty w jakiej się wychowujemy równa się wyrzuceniem z niej.

Tak więc nie mamy wiele do powiedzenia przez pierwsze kilkanaście lat naszego życia.
Jemy to co nam dają,mówimy to co nam karzą mówić,żyjemy tak jak żyją inni.
Lata mijają a my często chowamy naszą ciekawość i wyobraźnie która dawała nam możliwość odczuwania świata w sposób niematerialny.

Zakładam tego bloga,gdyż jestem jedną z niewielu osób która miała możliwość wychowania się na granicy dwóch światów.

                                                                          ***
W każdą niedziele musiałam i chodzić do kościoła,nigdy nie uważałam to za przyjemne. Ciemne ściany,ozdobione złotem przepych,bogactwo i ksiądz który krzyczał o cierpieniu i karze Boskiej.
Zastanawiałam się wtedy czemu mam ślepo wierzyć że w tym życiu powinnam pozbawiać się wszelakich przyjemności i wiedzy, a moim jedynym celem powinno być życie wieczne bez możliwości powrotu na ziemie.
Zawsze czułam że wieczność jest we mnie,miałam poczucie że kiedy umrę moja droga się nie skończy, nie trafie do nieba gdzie będę już "wiecznie" szczęśliwa.
Czułam tak..bo w każde piękne ,ciepłe dni,babcia zabierała mnie do lasu i mówiła
o starych Bogach o energii jaką daje nam świat, o tym jak nasza dusza ma powiązanie z gwiazdami na niebie i całym kosmicznym światem.

Wizja odrodzenia się po śmierci dawała mi poczucie nieśmiertelności,nieprzemijalności.
Świerze powietrze,cisza i różnorodność kolorów  w lesie wzbudzały we mnie radość i spokój.
Nie potrafiłam odnaleźć tej integracji w kościele mimo tak wielu ludzi którzy wypowiadali te same słowa,czułam się obco.

Od modlitw,wolałam przyglądać się jak moja babcia stawia karty Tarota, obserwować jasnowidzów,wróżki,bioenergoterapeutów którzy odwiedzali moją babcie.
                                                                          ***
To czego doświadczałam i nadal doświadczam jest samo w sobie niepojętym dobrem, siłą,harmonią,równowagą,radością,szansą po szansie,wyjątkowością i wiecznością.
Dlatego pragnę się podzielić wiedzą i wspomnieniami.