Granice
By Unknown | 15:16
Leave a Comment
Adaptacja- zdolność dopasowania się...przystosowania się.
Z socjologicznego punktu widzenia, zdolność współgrania jednostki społecznej, grupy lub instytucji z dominującym warunkami społecznymi, kulturowymi.
Adaptacja to podstawa bytu, szeroko pojęta współpraca międzyludzka.
Odwieczny podstawowy system, sięgający pierwszych ludzi.
Dopasowujemy się do warunków klimatycznych, do dominujących systemów religijnych, do władz panujących i ich idei, do większości mas narzucających nam drogę.
Adaptacja daje nam poczucie bliskości, bezpieczeństwa, poczucie przynależności i sprawdza się od zawsze. Jest podstawą istnienia jednego wielkiego organizmu-ludzkości.
Miliony możliwości, idei, pomysłów, doktryn, religii
Jednak to jedno wielkie skupisko ma swoje granice.
Jest niewymiarowym, ale nie znaczy, że niekończącym się obszarem, którego końca nie dostrzegamy. Żyjemy w określonych częściach, dopasowując się i zapuszczają korzenie, nie szukając, nie wędrując, a jeśli już to w niewielkim obszarze.
A co gdyby dotrzeć do jego granic?
Nie wiemy co za tymi granicami się znajduje!
Przejście oznacza wykluczenie, do tego niewiedza tego co jest za "granicą" wzbudza w nas uczucie strachu, bezradności. Oddala nas od tego co nam znane. A z natury tacy jesteśmy, że nie szukamy bo boimy się tego czego nie rozumiemy, nie widzimy.
Skąd mamy wiedzieć czy nie stracimy wszystkiego, czy nie przepadniemy. Boimy się zapomnienia. W określonych ramach "coś"znaczymy, jesteśmy częścią "czegoś".
Tam możemy nie znaczyć nic, nie rozumieć, nie wiedzieć, nie widzieć. Tam wchodzimy jako jednostka i pozostajemy jednostką, elementem bez reszty elementów. Tam nie ma dopasowania, nie ma systemu, nie ma współpracy. To indywidualna droga, która z każdym krokiem może oznaczać wszystko albo nic.
Rozmawiałam kiedyś z moim przyjacielem na temat możliwości rozwoju swoich zdolności.
Potocznie nazywamy to drogą rozwoju duchowego. I w pewnym momencie uświadomił mnie, że poprzez to w jaki sposób opowiadam o swoich doświadczeniach i przeżyciach zauważyć można, że motam się po pewnym obszarze. I jak to ujął, nie zmierzyłam się z własnym "cenzorem"
Poprosiłam go, żeby rozwinął swoją myśl.
Okazało się, że mimo moich medytacji, wchodzenia w odmienne stany. Mimo ćwiczeń, doskonalenia technik, ja nadal pozostaje w tym samym miejscu. Bo w momencie kluczowym dla mnie, kiedy jestem na tak zwanej "granicy", mój cenzor nie pozwala mi przejść dalej.
Blokada naszego umysłu, która jest cholernie uciążliwa. Dla przykładu - rozwijamy zdolność podróżowania astralnego. Codziennie powtarzamy określone techniki, z czasem zaczynamy odczuwać na ciele fizycznym efekty w postaci odrętwienia, świadomego paraliżu, po czym następuje zetknięcie z własnym ja, taka mała podróż w siebie. Następnie doznajemy przeżyć estetycznych, kolorystycznych, odmiennych stanów świadomości i... Właśnie, nadchodzi ten moment, w którym czujemy, że zaraz stracimy kontrole, bo do tej pory wszytko byliśmy w stanie kontrolować, przerwać w dogodnym dla nas momencie.
I na przeciw nas wychodzi cenzor. Mówimy sobie wtedy, dziś już tyle zrobiłem, jestem zmęczony, przerwę i spróbuje jutro i tak daleko zaszedłem, wycofam się. W taki sposób działa nasz cenzor, on nas oddala od granicy, od utraty kontroli.
On jest tym naszym indywidualizmem, bezpieczeństwem, poczuciem przynależności. Pozwala nam się odnaleźć w tym co znamy, rozumiemy. Jest naszą dotychczasową wiedzą i doświadczeniem.
Mój przyjaciel powiedział, że trzeba się z nim zmierzyć. To jakby poczuć własną tożsamość, pogodzić się z niewiadomym, zdominować swoje słabości, zmierzyć się z własnym lękiem w postaci podświadomości i pozwolić sobie pójść dalej.
Cenzor powinien zniknąć na nowym obszarze.
Dlatego warto zrobić małą jednoosobową rewolucje
0 komentarze: